Plasterek na SM?

Nową metodę leczenia stwardnienia rozsianego (SM) przez skórę testują polscy naukowcy pod kierunkiem prof. Krzysztofa Selmaja z Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. Ma ona powstrzymać autoagresję układu odporności wobec tkanki nerwowej.

Wstępne wyniki badań w małej grupie chorych naukowcy zaprezentowali podczas 26. Kongresu Europejskiego Komitetu ds. Leczenia i Badań nad Stwardnieniem Rozsianym (ECTRIMS), który trwa w Goeteborgu. Wskazują one, że nowa metoda hamuje zmiany chorobowe w mózgu, zmniejsza liczbę nawrotów (tzw. rzutów) SM i prowadzi do poprawy stanu zdrowia pacjentów. Podczas rocznych badań naukowcy nie zaobserwowali żadnych działań niepożądanych terapii.

- To bardzo zachęcające wyniki, ale żeby upewnić się co do skuteczności naszej metody musimy prowadzić badania co najmniej przez kolejny rok – zastrzegł prof. Krzysztof Selmaj, kierownik Katedry i Kliniki Neurologii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, prezes Polskiego Towarzystwa Neurologicznego.

Choroba stopniowo prowadzi do inwalidztwa

Stwardnienie rozsiane jest przewlekłą chorobą centralnego układu nerwowego – mózgu i rdzenia. Przyczyny jej rozwoju nie są dokładnie znane. Według najlepiej potwierdzonej teorii, wywołuje ją autoagresja komórek odporności, które nauczyły się błędnie rozpoznawać białka własnej tkanki nerwowej jako obce. Dokładnie rzecz ujmując, chodzi o białka mieliny, czyli struktury tworzącej na włóknach nerwowych rodzaj izolatora usprawniającego przewodzenie bodźców.

Źle wyszkolone komórki odporności z grupy tzw. limfocytów T przedostają się do mózgu, gdzie rozpoznają mielinę jako wroga, a następnie atakują ją i niszczą. Powoduje to zaburzenia w przewodzeniu nerwowym tak silne, że u pacjenta pojawiają się różne objawy neurologiczne – problemy z widzeniem, zaburzenia równowagi, drętwienie i sztywność mięśni, trudności z chodzeniem, przewlekłe zmęczenie. Chorobie towarzyszą stany zapalne tkanki nerwowej i obumieranie neuronów.

Na SM cierpi 2,5 mln ludzi na świecie, a w Polsce 50-60 tys. Choroba stopniowo prowadzi do niepełnosprawności i inwalidztwa.

Leki na SM powodują spadek odporności

Choć na razie nie ma możliwości wyleczenia choroby, to ostatnio pojawiło się kilka leków, które mogą znacznie poprawić efekty jej terapii. – Problem w tym, że te nowe leki nie są zbyt precyzyjne, dlatego mają działania niepożądane m.in. w postaci spadku odporności – wyjaśnił prof. Selmaj.

Naukowcy cały czas dążą do opracowania terapii, która działałaby wyłącznie na mechanizmy immunologiczne odpowiadające za rozwój SM. Chodzi o takie leki, które hamowałyby jedynie agresywną reakcję limfocytów przeciwko białkom mieliny – zaznaczył neurolog.

Dotychczas próbowano to uzyskiwać różnymi metodami, np. podając konkretne białka (tzw. antygeny) doustnie lub wstrzykując podskórnie. Polscy naukowcy zdecydowali się je aplikować na skórę pacjentów z SM.

Metoda polskich naukowców złagodziła reakcje autoagresywne u chorych

Badania przeprowadzono w grupie 30 pacjentów, z czego 20 naklejano na skórę plasterek z trzema białkami mieliny, a pozostałym plasterek z placebo. Początkowo plasterki wymieniano raz na tydzień, później raz na miesiąc.

Okazało się, że antygeny mieliny stymulują powstawanie regulatorowych komórek odporności skóry (tzw. komórki dendrytyczne). Te, z kolei, przemieszczają się do węzłów chłonnych, gdzie na nowo uczą autoagresywne limfocyty rozpoznawania białek mielinowych jako „swoich”. – Można powiedzieć, że komórki dendrytyczne uczą limfocyty prawidłowych zachowań, co łagodzi reakcje autoagresywne u chorych na SM- wyjaśnił prof. Selmaj. Przy pomocy biopsji, naukowcy potwierdzili obecność w węzłach chłonnych komórek odporności tolerujących białka mieliny.

Mózgi pacjentów reagowały na plasterki

Badania z użyciem rezonansu magnetycznego (MRI) wykazały, że w mózgach pacjentów, którym naklejano plasterki z białkami mielinowymi doszło po roku do zmniejszenia liczby chorobowych zmian. Zmniejszyła się też częstość zaostrzeń SM i poprawił stan kliniczny chorych. Dotychczas nie zaobserwowano żadnych działań ubocznych tej terapii.

W badaniach finansowanych z grantu Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego brali też udział naukowcy z Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie.

źródło: gazeta.pl

—————

Media o metodzie:

„Fakty” 04/12/2010

Odpowiedzi: 25 to “Plasterek na SM?”

  1. Paweł pisze:

    Ciekawe, czy badania upadną i nic z tego nie wyjdzie, czy jakimś cudem uda się z plasterkami :) Nie trzeba będzie kłuć ;)

  2. Basia pisze:

    Choruję od 20 lat. Jestem pełna nadziei i wieżę że się uda !!!

  3. Basia pisze:

    Wstyd mi , że zrobiłam ” byka” w słowie wierzę, ale to chyba z emocji.Przepraszam.

  4. bernadetta pisze:

    Witam Wszystkich. Ja choruje od 5 lat ale już ledwo co chodzę. Będę się gorąco modlić żeby ta metoda okazała się skuteczna i dostępna dla takich zwykłych ludzi jak ja, bo chciałabym o własnych siłach odprowadzać córkę do przedszkola- mam jeszcze parę lat ;o)
    Cieplutko pozdrawiam

  5. Wojtek pisze:

    Sam choruję na SM od 5 lat. Również ledwie chodzę. Wszystkie te leki są dla osób które jeszcze nie mają poczynionych spustoszeń neurologicznych.
    Zmierzam do tego, że nikomu ten lek ani żaden z obecnie dostępnych leków na świecie nie przywróci utraconych w skutek procesu demilizacyjnego połączeń nerwowych.
    Mozę to smutna prawda ale nikt nie wstanie z wózka dopóki nie będzie znana przyczyna choroby.
    Może to smutne ale taka jest prawda – przykro mi:(

    • ania pisze:

      Wojtku,
      dziękuję za odzew. Myślisz, że zaledwie pięcioletni staż chorobowy skutkuje utrwaleniem deficytów? Nie byłabym tego taka pewna. Sądzę natomiast, że -być może- znaczenie ma tu odmienna etiologia naszych chorób. A może jeszcze inne czynniki. Co do leków: nie do końca masz rację. Niektóre preparaty mają zdolność częściowej odbudowy ubytków mieliny. Nie zapominajmy też, że istnieje coś takiego jak plastyczność mózgu. Pobudza ją m.in. rehabilitacja z wykorzystaniem rezonansu stochastycznego. Dlatego tak bardzo chciałabym załatwić ten sprzęt dla fundacji i udostępnić chorym. Pozdrawiam ciepło

      • Wojtek pisze:

        O tak, niektóre potrafią odbudować częściowo mielinę, tylko nie mielina jest przekaźnikiem sygnałów. Uszkodzeniu uległo to co mielina chroni – aksony. Puki co nikt nie wymyślił leku który powodowałby wytworzenie nowych połączeń nerwowych. Nie jestem pesymistą ale nie wieże, że można wyprodukować skuteczny lek na sm bez znajomości etiologii choroby. Zgadzam się, że rehabilitacja może spowolnić postęp choroby a w niektórych przypadkach nawet zahamować. Mówiąc o uleczeniu albo wyleczeniu mam na myśli powrót do 0.0 w skali EDSS.

        • ania pisze:

          Pozwolisz, że dodam link do Twojego bloga na moim blogu? Przeczytałam go całego. Poruszający jest fakt, że coś, co jednym chorobę cofa (zeszłam z 6,5 edss do niecałych 3), na innych kompletnie nie działa…Dodam ku przestrodze, że i tak może być. Pozdrawiam

    • ania pisze:

      Dziękujemy za link do Twojego bloga: widzę, że też gustujesz w jesiennych liściach:) Proponuję zarejestrować blog na Planecie SM na stronie PTSR. Wtedy więcej osób będzie mogło do Ciebie trafić.

  6. Anka pisze:

    Ciekawe kiedy ta terapia będzie dostępna dla chorych nie chodzi mi o badania kliniczne.

  7. Basia pisze:

    Kochani, niech Was nie opuszcza nadzieja!!!!!!!!!!!!!!!!!.
    W coś trzeba wierzyć , w przeciwnym razie – PO CO ŻYĆ ?

  8. Zenon pisze:

    Kolejne oszustwo tego pana który śmie się nazywać lekarzem.
    I kolejne pieniądze wyłudzone z Ministerstwa Nauki!
    Prawdę o tym panu przeczytacie na http://www.ccsvi-ms.pl/forum

    • ania pisze:

      Dziękujemy za komentarz, jednakże prosiłabym o kulturę, w przeciwnym wypadku, wypowiedzi nie będą zatwierdzane.

  9. Maryla pisze:

    Witam:-)

    Od 13 lat choruję na SM. Jestem już po kilkunastu rzutach. Nogi owszem odmawiają mi posłuszeństwa, ale jakoś żyję z tym choróbskiem. Do „cudownych” plasterkach prof Selmaja podeszłam bardzo sceptycznie. Dopóki nie poznają etiologi nie będą mogli znaleźć skutecznego leku na SM!
    Pozdrawiam
    Maryla

  10. Andrzej pisze:

    Tylko spokój może nas… Od 34. lat z SM. Kiedyś wyczekiwałem z niecierpliwością każdego nowego dnia, myśląc że usłyszę radosne wieści. Wypatrywałem kolejne dni. Czekałem. Czekałem. Czekałem. Teraz przyglądam się cośkolwiek z boku, ale kibicuję i wierzę, może i z przyzwyczajenia, że jesteśmy (świat medycyny i chorzy) coraz bliżej dnia, dobrego dnia.

  11. Basia pisze:

    Ta nasza „nadzieja” pod nazwą plasterek – to mrzonka , przynajmniej dla mnie.
    Cena za zabieg w wysokości 7 500 tys Euro to kosmos. Przysłowiowy Kowalski znowu poszedł „w odstawkę”, tak jak to zwykle bywa.To przykre !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    • Andrzej pisze:

      Basiu, coś mi się widzi, że tych euro u Ciebie namnożyło się za dużo. Czyż nie myślałaś o 7,5 tys.? Ja ceny nie znam, ale widziałem ów plasterek u innych – nie wyglądał na aż tyle. Dla mnie to też są kosmiczne wyprawy. Nie wystartowałem.

  12. Robert pisze:

    Andrzej gratuluje stażu, 34 lata to robi wrażenie…

    • Andrzej pisze:

      Noo, w końcu na kimś zrobiłem wrażenie!!! Żartuję. Ale dzięki bardzo. A najśmieszniejsze (najradośniejsze!) w tym wszystkim jest to, że ja jeszcze chodzę, tworząc zespół wespół z uroczymi szwedkami, a chodzę tak jak chodzę, ale zawszeć…
      Pozdrawiam i trzymam kciuki za tych, którym jeszcze się chce… chodzić też.!

  13. iwa pisze:

    Witam bardzo ciepło ! Jestem na tych stronach pierwszy raz, dlatego proszę o cierpliwość. Ja choruję od 28 lat. Ostatnie 3 lata to bardzo czeste rzuty.. EFEKT jestem coraz słabsza.Ale oststnio pani doktor dała mi kopa i zaczęłam się rozglądać za pomocą.. Dotarłam do szpitala ,ktory prowadzi program z copaxone / octan glucaremidu 3 zastrzyki tygodniowo po 4o mg, czy ktoś może mi na ten temat cos powiedzieć? Bardzo proszę o odpowiedż. IWA

  14. Basia pisze:

    Andrzeju, tak oczywiście masz rację.To z emocji (jak przeczytałam o cenie) to zrobiło mi się słabo.
    Miało być 7 500 euro.

Zostaw komentarz